Zanim przejdę do opinii na temat Damiana to nakreślę pewne istotne kwestie.

Jestem psychologiem, pracuję z ludźmi od ponad 20 lat i wiedząc, że jestem tutaj całkowicie anonimowy nie będę krył się z tym, że psychologowie, terapeuci, czy też psychiatrzy to bardzo niebezpieczni ludzie. Bo mają autorytet wśród swoich klientów, a jeżeli masz autorytet to możesz unikać własnych słabości.

Jesteśmy ludźmi, którzy mówią innym jak z czegoś wyjść, ale w większości przypadków sami nie potrafimy wyjść ze swoich problemów, ale radzenie innym daje nam poczucie satysfakcji. Chcemy więc utrzymywać satysfakcję długo, czasami rozdrapujemy u kogoś zaległe i bieżące rany, aby potem je zaleczyć, ale zwlekamy z zaleczeniem aby czuć się potrzebni. Są ludzie, którzy nadają się do tej pracy, to prawda, ale 90% innych, którzy już wykonują te zawody, powinni najpierw sami być przebadani psychicznie i zawróceni z tej ścieżki.

Psycholog mający silne przekonania, jak chociażby patriotyzm, religijność, wizję tego, że jedynie określone działania dają szczęście, niechęć do materialności i wiele wiele innych, nigdy absolutnie przenigdy nie powinny wykonywać takiego zawodu. Bo swoim autorytetem będą przenosić projekcję własnych przekonań na klientów.

Ja sam potrzebowałem pomocy. Praca z ludźmi bardzo na mnie wpłynęła, ale nie tyle co wpłynęli sami klienci co poczucie winy. Bo narzucałem im swoją wizję świata, modelu rodzinnego itd. Mogłoby się wydawać, że potrzebowałem pomocy właśnie z tego względu, aby podleczyć swoje „sumienie”, ale tak nie było. Pewnego dnia na wizytę do mnie została skierowana 16-letnia dziewczyna. Była niezwykła, bardzo żywiołowa, tętniąca życiem, to wszystko pojawiało się znikąd gdy zaczynała śpiewać . Gdy przestawała to wracała do siebie, do rezygnacji, do negatywnych stanów, do chęci niszczenia. Robiliśmy postępy, czasem krok do przodu, czasem do tyłu aby potem zrobić dwa kolejne w odpowiednim kierunku. Związałem się z nią emocjonalnie, była dla mnie jak córka. Pewnego dnia jednak nie przyszła, potem kolejny raz.

Skontaktowałem się z jej matką i usłyszałem przez telefon, że matka liczyła na to, że jako psycholog wybiję jej córce z głowy głupie pomysły, że ona gdy była młoda to też miała marzenia, ale świat jest inny i córka musi zacząć robić coś sensownego. To jednak nie był powód dlaczego ja sam zacząłem potrzebować pomocy. Miesiąc później dowiedziałem się, że ta młoda dziewczyna popełniła samobójstwo.

Zostawiła też list, w którym napisała że przeprasza swoją mamę, że ją zawiodła, bo próbowała chcieć inaczej pokierować swoim życiem ,ale nie potrafiła wyobrazić sobie życia bez śpiewania, więc po prostu odebrała je sobie całkowicie. Matka powoli zabijała swoje dziecko, aż to dziecko zrobiło to ostatecznie za nią, będąc do końca święcie przekonaną, że matka chciała dla niej jak najlepiej. Nie chciała, chciała po prostu nie widzieć jak jej córka robi to, na co ona nie miała odwagi w jej wieku. Zapadłem się głęboko w samego siebie, byłem w szoku, jak ludzie mogą być takimi potworami? Czy może powinienem powstrzymać się od osądzania, bo jest to coś normalnego tylko po prostu nie chcemy tego widzieć? Dojrzałem własne słabości, pojawiły się wyrzuty sumienia, zagubiłem własną neutralność względem klientów.

Potrzebowałem pomocy, ale nie chciałem udać się do innych znajomych po fachu, bo sami nie potrafią uporać się ze sobą. Zacząłem więc szukać artykułów i filmów w internecie. Słyszałem ciągle to samo gadanie, te same metody, te same schematy, te samo nakierowywanie, te same usilne przekonania, to samo wmawianie. Po kilku dniach trafiłem na kanał Damiana. Uderzył we mnie, bo jak można mówić tak lekko i w taki sposób na takie tematy, jak można je rozbierać od takich stron, jak można patrzeć na życie tak surowo, z takim dystansem i mieć takie plastyczne podejście? Oglądnąłem wszystko w jeden wieczór i po prostu napisałem o pomoc, właśnie do niego i tylko do niego.

Tak właśnie poznałem człowieka, który wywrócił moje życie do góry nogami i poskładał do kupy wiele niespokładanych wcześniej spraw, pojawiła się ulga, pojawiło się wiele rzeczy, pojawiło się nawet garncarstwo do którego zbierałem się ostatnie 10 lat. Gdy Damian poprosił mnie o opinię to siadałem do laptopa parę razy, bo wiedziałem jak bardzo mi pomógł, jak przez wiele pomógł mi przejść, ale jakkolwiek nie potrafię określić go jako osoby, naprawdę nie potrafię. Próbowałem określić go jako introwertyka lub ekstrawertyka, ale on po prostu wybiera jedno lub drugie, dostosowuje się do okoliczności. Próbowałem różnych modeli, męskich archetypów, osobowości ale ponownie nie mogę go zakwalifikować.

Dostosowywanie się do okoliczności dla wielu mogłoby wzbudzić przekonanie, że pewnie jest sztuczny, ale nie, kompletnie nie, bo wszystko wypływa z niego, jest naturalne, to jest już w nim a on wie jak tego używać i co z tym zrobić aby pomóc. Niezwykła wiedza i świadomość, najlepsze w tym wszystkim to, że wiele osób po studiach obiera stanowisko „zdałem studia, to wystarczy, teraz będę czytał książki i pomagał ludziom”, ale Damian rozwija się nieustannie, na wielu płaszczyznach, nigdy nie podnieca się tym co już wie. Niebywała etyka pracy. Wiele razy gdy rozmawialiśmy, gdy usłyszałem pewne koncepcje albo rozwinięcia tematów mówiłem wprost „Damian, tak nie można, nie masz racji”, wtedy widziałem ten przebiegły uśmiech na jego twarzy bo kilka dni później przyznawałem mu rację bo to co powiedział po prostu działało i miało odbicie w zachowaniach innych.
Jestem naprawdę dumny, że mogę takiego człowieka nazwać swoim przyjacielem i liczyć na niego bez względu na okoliczności.